,,(...)jeżeli to, co mówisz, nie jest piękniejsze od ciszy, lepiej milcz".
Czasem zdarzają się takie książki, które budzą bardzo skrajne emocje i dzielą środowisko literackie na fanów i anty-fanów. Ci pierwsi chwalą dane dzieło za wiele szczegółów, a ich zachwytowi nie ma końca; drudzy wieszają na książce i samym autorze przysłowiowe ,,psy". Do takich twórców należy bez wątpienia Eric-Emmanuel Schmitt, autor ,,Zapasów z życiem".
Poznajemy kilkunastoletniego chłopca, skłóconego z matką, którą gardzi z powodu jej odmienności, dzieciaka niemogącego pogodzić się ze swym życiem i dowartościowującego się czasem przez całkiem swobodne słownictwo. Dziecko jest niezwykle zakompleksione, chude i buntownicze. Mieszka samo gdzieś w Tokio i sprzedaje badziewny towar, którego każdy zapewne wstydziłby się z powodu kontrowersji, jaką obrzydliwe zabawki. Chłopca z uporem maniaka nachodzi stary wojownik sumo, a odrobinę wyjątkowości dodają listy od matki analfabetki. Moja druga książka tego autora, a już natrafiłem na podobnego bohatera, jak w ,,Oskarze i pani Róży" (czyżby to jakiś zbieg okoliczności?). Już tych kilka szczegółów może odstraszyć, ale tak wcale nie jest. Książka ta otwiera się przed czytelnikiem i coś w sobie ma. Jakoś dziwnie mnie wciągnęła. Autor mówi trochę mądrości życiowych i są to bardzo proste prawdy. Wstyd może i mi się przyznać, ale ja te ,,mądrościówki" kupiłem. Uznałem, że są coś warte. Czytałem w sieci, że te ,,prawdy" są dla niedoświadczonych przez życie 15-latków, ale do mnie momentami trafiały. Nie powiem, że jakoś dogłębnie je odebrałem i nabrałem chęci do wybiegnięcia na ulicę i naprawy światopoglądu innych ludzi (co za syzyfowa praca), ale pewne sprawy można przemyśleć.
Fabuła może zbyt naciągnięta, bo chłopiec, który naśmiewa się z mistrza sumo, za sprawą jednego widowiska sam chce być zapaśnikiem. Wręcz anorektyczna budowa ciała (w tym chociaż jestem do bohatera podobny:)) nie pozwala mu przytyć. Są tu zmagania z własną naturą, walka o siebie, a w tle Japonia. Poznajemy, co bohatera skłoniło do takiego życia na ulicy, widzimy problemy rodzinne i brak bliskości rodziców. Jest sporo na tych kilkudziesięciu stronach. Po lekkiej niechęci na początku lektury zmieniłem swoje zdanie już gdzieś w połowie. Nawet przyznam się, że książeczka spodobała mi się i lepiej ją odebrałem, niż wspomnianego ,,Oskara i Panią Różę" (którą to pozycję zapewne źle kiedyś odczytałem dzięki lekturze podczas gorączki).
Zakończenie jest zaskakujące, a właściwie pełne optymizmu. No dobra, wymiękłem i uśmiechnąłem się po przeczytaniu ostatniego zdania (a to chyba nic złego?). I choć nie namawiam nikogo, aby za bohaterem zaczął praktykować medytację buddyjską (chrześcijanie w końcu także mają swoją), to jednak warto wypraktykować tę książeczkę na własnych emocjach.
Pozycja ta nie wymaga zbyt wiele od czytelnika, ale na pewno wzbudzi skrajne emocje: albo pozytywne, albo wręcz przeciwnie. Przyznam się szczerze, że po przeczytaniu chciałem poczytać coś tego autora ponad to, co już znam, ale kolejne książki także mnie rozczarowały do tego stopnia, że jedną odłożyłem, nim zdążyła się rozgrzać w dłoniach, a drugą po kilku szansach, jakie jej dałem, niestety porzuciłem gdzieś w połowie. Ot, Schmitt to po prostu ktoś mi bardzo daleki, ale jednak chyba uzdolniony, o czym świadczy jego popularność :) ,,Zapasy z życiem" pewnie bym jeszcze może i kiedyś, w stanie jakiejś desperacji, przeczytał. Kolejnych książek nawet nie tknę (widocznie dokonałem złych wyborów podczas pierwszego spotkania z tym autorem i dlatego takie zniechęcenie).
---------------------
Cytat z:
E. Schmitt, ,,Zapasy z życiem", wyd. ZNAK, Kraków 2010
Ilustracja pochodzi z:
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2712,Zapasy_z_%C5%BCyciem