Z absurdem można spotkać się na każdym kroku, nawet niespecjalnie wychodząc z domu (i nikogo tym sposobem nie obrażam, a mówię np. o telewizji). Czasem jednak jest to pozytywna cecha naszego świata i niekiedy pozwala na uśmiech na twarzy. Osoby, które już wcześniej odwiedzały tego bloga, wiedzą zapewne, że jeśli u mnie o absurdzie i humorze, to zawsze w tym swe ręce macza brytyjski pisarz G.K. Chesterton (a osoby słabsze stażem odwiedzin bloga już właśnie wiedzą o tym xD). Kolejna książka tego pisarza, której poświęcam recenzję, to ,,Latająca gospoda".
Miasteczko z tradycjami zalewa nagle fala muzułmańskich tradycji i zwyczajów. Zamyka się gospody, w których społeczeństwo wylewało swe smutki nad kieliszeczkiem wódki, a większości tych lokali pozbawia się pozwolenia na sprzedaż alkoholu. Dopuszczalny jest tylko rum i choć ludzie wybredni, to dla nich już w ostateczności i to może być, aby tylko było ,,wyskokowe". Śpiewy po wypiciu i tego trunku nie ustają, ale przecież tak być nie może, żeby we własnym kraju odbierać tak stary zwyczaj! Gospodarz bierze sprawy w swoje ręce i obchodzi to chore prawo. Jak? No a tego tu nie napiszę, bo jak to u Chestertona: jedno słowo za dużo i nici z ciekawej fabuły!
,,Latająca gospoda" nie jest pozbawiona humoru i jest on skumulowany w niektórych miejscach dosyć obszernie, np. mamy redaktora, który pisze swe artykuły o wszystkim, ale nie o istocie sprawy. W innym miejscu spotykamy biedaka, który we wszystkim doszukuje się korzeni muzułmańskich i właśnie ten ubogi za kilka stron, jak się okazuje, jest wykładowcą.
Chesterton ma po prostu talent do ukazywania złożoności ludzkich charakterów, a także bystrym okiem i ze znaną u niego prześmiewczością ukazuje właśnie tych ludzi w takim troszkę krzywym zwierciadle.
Książka ta jest tak napisana, że czytelnik może do końca nie wiedzieć, co się kolejno działo i ze zlasowanym mózgiem, jak bierny obserwator ścinania drzewa w parku, patrzy na wydarzenia i tylko się przygląda. Gdy drzewo upadnie na trawę, to wtedy sobie uświadamia, co zaszło (no dobra, przynajmniej ja to tak odbierałem xD). Podobnie jest z tą książką (jak i z innymi tego autora) – czytelnik aby poznać prawdę, musi czekać do końca, który jest dla prozy Chestertona takim antycznym katharsis, gdzie wszystko zostaje oczyszczone, odkłamane, a bohaterowie stają w nowym świetle. Zakończenie według mnie było trochę dziwne, ale to chyba atut prozy tego pisarza.
Nie jest to pozycja dla tych, którzy chcą ją szybko (lub zbyt szybko) skończyć, bowiem wymaga wiele skupienia. Osobiście chciałem przez nią szybko przebrnąć, ponieważ gonił termin biblioteczny i mogę rzec, że te rozdziały, nad którymi nie śpieszyłem się, odebrałem lepiej i bardziej zrozumiale, a nawet bardziej dostrzegłem tę ironię i komizm.
Powieść ta nie jest tak przewrotna jak ,,Człowiek, który był Czwartkiem", ale także wyjątkowa, bo sam jej autor bardzo dobrym pisarzem. Warto spędzić trochę czasu z tą powieścią wędrówki ośmieszającą absurdalne prawo, ale i przekazującą ważne wartości (a w książkach Chestertona wartości te zaczynają się od tych związanych z wiarą i religią, aż do tych dotyczących genezy ludzkich zachowań).
----------------
Zdjęcie okładki pochodzi z:
1) http://www.religijna.pl/product_info.php/products_id/3144