Na pytanie o to, kto był najsłynniejszym króla na świecie, w większości przypadków pada odpowiedź: Artur. Ten legendarny celtycki król stał się bohaterem nie tylko opowieści, pieśni, ale na stałe przeniknął do kultury (nie tylko brytyjskiej, ale i europejskiej). Nic więc w tym dziwnego, że i J.R.R Tolkien zainteresował się motywem władcy Brytów. Jako badacz literatury i staroangielskiego miał taki obowiązek - powiedzą antyfani Władcy Pierścieni (nieprawdopodobne, ale tacy na świecie istnieją i kilku znam). Poniekąd to prawda, ale słynny profesor uczynił z legendy kanwę do własnej opowieści. W dodatku składającej się z licznych pieśni, wszystkich pisanych w metrum. Brzmi imponująco? Istotnie, tak właśnie jest!
zobacz tekst także na drugim blogu: klik
Upadek króla Artura swą światową premierę miał w maju, do Polski trafił zaledwie kilka dni temu. Moment to przełomowy dla polskiego czytelnika, niemającego co prawda kilkunastotomowej Encyklopedii Śródziemia w ojczystym języku, ale pozostającym na bieżąco z "nowinkami" tolkienowskimi. Cztery lata temu Wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało Legendę o Sigurdzie i Gudrun (adaptację słynnego mitu skandynawskiego spisanego przez Profesora), a w tym roku na nasze półki trafiła kolejna długo wyczekiwana książka. Jak długo? O Upadku króla Artura wiedzieli ortodoksyjni fani twórczości Tolkiena. Ale była to zagadka, można rzec: utwór legendarny. Każdy wiedział, że istnieje, ale niekoniecznie było wiadomo, co z tą wiedzą zrobić. A syn pisarza - Christopher, wiedział. I wydał. Po Legendzie o Sigurdzie i Gudrun najwierniejszy redaktor spuścizny twórcy Śródziemia na światło dzienne wyniósł kolejną pracę będącą efektem mitologicznych podróży Tolkiena (i to nie, jak przy Panu Gawenie i Zielonym Rycerzu, w roli tłumacza, ale twórcy). Tolkien zbadał dzieje historii o królu Arturze, od lat potrafił posługiwać się staroangielskim metrum (bo że znał starodawną mowę Anglików to fakt sam przez się zrozumiały). Stworzył zatem autorską wersję legendarnej wyprawy Artura na Wschód. Pisarz nie opublikował swego utworu pewnie z tego samego powodu, jak około 75% swojej twórczości: przez całe życie dążył do perfekcji, tworzył różne wersje tych samych fragmentów. Lubił to, jak wiemy z biografii pisarza. Wiemy też, że nie lubił wyrzucać napisanych przez siebie szkiców, przetwarzał je, włączał w inne opowieści. Z Upadkiem króla Artura było podobnie. Pieśni nie zostały ukończone, książka, którą trzymamy w dłoniach, to zbiór pięciu utworów, urwanych w kluczowym momencie. Z pomocą przychodzi Christopher i załącza obszerne materiały. Ponad połowa tego zbioru to właśnie wprowadzenie syna Tolkiena w świat arturiański. Ale też bogata praca na temat warsztatu pisarza, jego wizji i koncepcji na temat początków, ale i zakończenia poematu. Poniekąd jest to książka Tolkiena i o Tolkienie. Ma bowiem, tak jak większość spuścizny po pisarzu, dwóch autorów.
Christopher wniósł do Upadku króla Artura wiele, bo przecież opracował główny tekst (niepozbawiony złożoności za sprawą istnienia różnych wersji poematu tworzonego przez Tolkiena z przerwami). Syn pisarza dodał także kontekst opowieści, opisał dzieje historii króla Artura na przestrzeni wieków, rozwiał mity, jakie wokół legendarnego władcy narosły w różnych pismach począwszy od średniowiecza. Poemat Tolkiena zajmuje tu 1/3 całości (w wersji oryginalnej i przetłumaczonej, podobnie jak w przypadku polskiego wydania Legendy o Sigurdzie i Gudrun), ale pozbawiony wstępu, przypisów, rozbudowanego tła historycznego i literackiego opowieści, dla laika, który króla Artura zna tylko z bajek czytanych do snu, byłby tylko estetyczną ozdobą ubraną w rymy i metafory. Miłośnicy pisarza, bez opowieści o jego procesie twórczym, czuliby pewnie spory głód. Christopher, nie chcąc sobą przysłonić ojca, w pokorze opracowuje i wzbogaca dzieło autora Władcy Pierścieni. W rzeczywistości jednak kontynuuje to, co J.R.R. Tolkien zaczął. Pokazał to niedawno przy Legendzie o Sigurdzie i Gudrun, przeszukując i porządkując notatki ojca, wcześniej przy opracowaniu kilkunastu tomów Encyklopedii Śródziemia, teraz ponownie w tym tylko utwierdza czytelników głodnych tolkienowskich nowości.
Upadek króla Artura ma zatem dwóch autorów. Ta współpraca stworzyła książkę, która przypadnie do gustu zarówno fanom opowieści arturiańskich, miłośnikom legend i starych pieśni, ale i badaczom literatury. Bo fanom Tolkiena przede wszystkim ta pozycja przypadnie do gustu. Nawet jeśli ktoś wcześniej nie miał do czynienia z literacką wersją opowieści o Arturze, nie będzie miał od razu na starcie trudniej. Christopher wykonał naprawdę dobrą robotę. Tak dobrą, że z utęsknieniem czeka się na kolejne książki opracowane przez syna pisarza. I tylko człowiek się zastanawia, co jeszcze kryje się w archiwach Tolkiena (bo że coś tam jeszcze jest, to dosyć pewne).
Książkę przeczytałem dzięki Wydawnictwu Prószyński i S-ka
„Dziecko, wyrazić dokładnie to, co masz na myśli, wyrazić w całości, ni mniej ni więcej tylko to, co rzeczywiście pragniesz powiedzieć - oto cała radość sztuki słowa.” (C.S. Lewis - ,,Dopóki mamy twarze")
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.R.R.Tolkien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.R.R.Tolkien. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 18 listopada 2013
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Powrót do Śródziemia
W pełni dopracowana kraina, będąca chyba najlepiej wykreowanym światem w historii literatury, bo wewnętrznie spójnym i "stworzonym" od podstaw. Tolkienowskie Śródziemie ponownie staje się sławne, i na pewno nie dzięki ekranizacji "Hobbita" (choć to też ma swój wpływ)
W jednym z ostatnich listów wyraziłeś niewygasłą chęć przeczytania rękopisu mojej zamierzonej powieści (...). Od półtora roku mam nadzieję, że pewnego dnia będę mógł powiedzieć, że ją skończyłem. Cel ten został jednak osiągnięty dopiero po Bożym Narodzeniu. Dzieło jest skończone, choć tylko częściowo przejrzane; jak przypuszczam, znajduje się w stanie, w którym recenzent mógłby je przeczytać, jeśli nie zemdleje na jego widok (...). Dzieło wymknęło mi się spod kontroli i wyprodukowałem potwora: niezwykle długi, złożony, dość gorzki i przerażający romans, całkowicie nieodpowiedni dla dzieci (jeśli odpowiedni dla kogokolwiek w ogóle (...). Według mnie liczy sobie, nawet bez pewnych koniecznych dodatków, około 2000 stron. Pewna maszynistka wymieniła nawet większą liczbę. Wyraźnie widzę, że cała sprawa jest niepraktyczna. Jestem jednak zmęczony. Zrzuciłem ten ciężar z piersi i czuję, że nie potrafię z nim zrobić już nic więcej poza drobnymi poprawkami niedokładności - takie słowa w liście do wydawcy zapisał Tolkien 24 lutego 1950 roku. Wymowa tego tekstu jest gorzka, a sam autor bez wątpienia nawet nie domyślał się, że jego "Władca Pierścieni" stanie się bestsellerem i na zawsze zawiśnie na liście 100 książek wszechczasów BBC.
Choć książka nowością nie jest i jest wydawana od kilkudziesięciu lat (także w Polsce), to jednak okazja do przypomnienia przygód Froda oraz Drużyny Pierścienia nadeszła właśnie tej jesieni.Wydawnictwo MUZA - polski właściciel praw do "Władcy Pierścieni" w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej (fani Tolkiena wiedzą, że ten przekład jest w Polsce kanoniczny, a tłumaczka przy pracy konsultowała się z samym autorem) wydało powieść w jednym tomie (dotychczas były to 3 osobne książki)...
zapraszam do przeczytania całej recenzji-artykułu na temat najnowszego wydania "Władcy Pierścieni" po raz pierwszy w historii polskiej tolkienistyki wydanego przez Wydawnictwo Muza (jedyny właściciel przekładu Skibniewskiej w naszym kraju) w jednym tomie!
link: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/powrot_do_srodziemia_252721.html
Na stronie także 6 zdjęć wnętrza najnowszego wydania (jest na czym oko zawiesić :D)
W jednym z ostatnich listów wyraziłeś niewygasłą chęć przeczytania rękopisu mojej zamierzonej powieści (...). Od półtora roku mam nadzieję, że pewnego dnia będę mógł powiedzieć, że ją skończyłem. Cel ten został jednak osiągnięty dopiero po Bożym Narodzeniu. Dzieło jest skończone, choć tylko częściowo przejrzane; jak przypuszczam, znajduje się w stanie, w którym recenzent mógłby je przeczytać, jeśli nie zemdleje na jego widok (...). Dzieło wymknęło mi się spod kontroli i wyprodukowałem potwora: niezwykle długi, złożony, dość gorzki i przerażający romans, całkowicie nieodpowiedni dla dzieci (jeśli odpowiedni dla kogokolwiek w ogóle (...). Według mnie liczy sobie, nawet bez pewnych koniecznych dodatków, około 2000 stron. Pewna maszynistka wymieniła nawet większą liczbę. Wyraźnie widzę, że cała sprawa jest niepraktyczna. Jestem jednak zmęczony. Zrzuciłem ten ciężar z piersi i czuję, że nie potrafię z nim zrobić już nic więcej poza drobnymi poprawkami niedokładności - takie słowa w liście do wydawcy zapisał Tolkien 24 lutego 1950 roku. Wymowa tego tekstu jest gorzka, a sam autor bez wątpienia nawet nie domyślał się, że jego "Władca Pierścieni" stanie się bestsellerem i na zawsze zawiśnie na liście 100 książek wszechczasów BBC.
Choć książka nowością nie jest i jest wydawana od kilkudziesięciu lat (także w Polsce), to jednak okazja do przypomnienia przygód Froda oraz Drużyny Pierścienia nadeszła właśnie tej jesieni.Wydawnictwo MUZA - polski właściciel praw do "Władcy Pierścieni" w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej (fani Tolkiena wiedzą, że ten przekład jest w Polsce kanoniczny, a tłumaczka przy pracy konsultowała się z samym autorem) wydało powieść w jednym tomie (dotychczas były to 3 osobne książki)...
zapraszam do przeczytania całej recenzji-artykułu na temat najnowszego wydania "Władcy Pierścieni" po raz pierwszy w historii polskiej tolkienistyki wydanego przez Wydawnictwo Muza (jedyny właściciel przekładu Skibniewskiej w naszym kraju) w jednym tomie!
link: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/powrot_do_srodziemia_252721.html
Na stronie także 6 zdjęć wnętrza najnowszego wydania (jest na czym oko zawiesić :D)
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję
piątek, 21 września 2012
O zbiorze esejów J.R.R. Tolkiena, czyli recenzja Potworów i krytyków
Wstawię dziś recenzję "Potworów i krytyków" Tolkiena. Tekst został napisany pierwotnie dla bydgoskiego e-zinu "Ancalima", przeszedł redakcyjną korektę, ale numer, w którym miała się znaleźć moja recenzja, ostatecznie nie wyszedł. Recenzja przeleżała prawie 2 lata i dziś wstawiam na bloga :) Kontaktowałem się kilka miesięcy temu z redaktor pisma i mam zgodę na wstawienie tekstu na stronę :) Uprzedzam, że trochę ta recenzja długa :)
------------
------------
O
zbiorze
esejów
J.R.R.
Tolkiena,
czyli
recenzja
Potworów
i
krytyków
Potwory
i
krytycy
–
sam
tytuł
gdzieś
kiedyś
słyszałem,
a
właściwie
wyczytałem
w
sieci,
ale
o
czym
opowiadała
książka,
tego
raczej
nie
wiedziałem.
Postanowiłem
zakupić,
dowiedziawszy
się,
że
pozycja
to
zbiór
kilku
najważniejszych
esejów
Tolkiena,
a
i
okazja
się
nadarzyła,
ponieważ
książka
była
akurat
wznowiona
i
to
w
nowym
tłumaczeniu
– Roberta
Stillera
(właściwie
to
ten
drugi
fakt
zwrócił
moją
uwagę
na
tę
niegrubą
książkę,
a
ten
pierwszy
tylko
tym
bardziej
zachęcił).
No
i
co
tam
ciekawego
wyczytałem?
O
tym
można
opowiadać
godzinami!
Najnowsze
wydanie
zawiera
5
spośród
7
esejów
obejmujących
książkę,
tłumacz
wyjaśnia
dlaczego
odrzucono
2
z
nich
(uczyniono
to
z
przyczyn
technicznych
oraz
dlatego,
że
odbiegają
tematycznie
od
poprzednich,
a
książka
ma
dopełniać
niedawno
wydany
nowy
przekład
Beowulf
,
oczywiście
też
tego
wydawnictwa,
czyżby
taki
chwyt
marketingowy?
chyba
raczej
nie).
Książkę
rozpoczyna wstęp od tłumacza, który towarzyszy nam przez całą
pracę, w dolnych przypisach, a nawet w uwagach Tolkiena,
umieszczonych na końcu każdego eseju.
Pierwszy
z
esejów
to
Beowulf:
potwory
i
krytycy,
od
którego
pochodzi
też
i
tytuł
książki.
Autor
oprowadza
nas
po
tematyce
tego
poematu,
dzieląc
się
dosyć
obszernie
swymi
przemyśleniami,
refleksjami
oraz
wyjaśniając
wiele
nieznanych
szczegółów.
Tolkien
mówi
nam,
że
Beowulf
to
w
rzeczywistości
utwór,
który
nie
był
doceniany,
choć
stanowi
coś
wyjątkowego
i
niepowtarzalnego.
Świadczy
o
tym
chociażby
podniosły
styl
poematu
oraz
tematyka,
która
tylko
z
pozoru
wydaje
się
prosta
i
nieskomplikowana,
a
w
rzeczywistości
jest
niezwykle
złożona.
Faktem
potwierdzającym
to
jest
fakt,
iż
akcja
poematu
toczy
się
w
naszym
świecie.
Tolkien
wyjaśnia
nam
także
drogę,
jaką
przebył
Beowulf,
czego
się
w
nim
doszukiwano
na
przestrzeni
wieków
(a
odczytywano
go
naprawdę
różnie)
oraz
przez
jaki
pryzmat
patrzono
na
przygody
tytułowego
wojownika.
Autor
na
naszych
oczach
prowadzi
niezwykle
obszerną
polemikę
z
wieloma
naukowcami
i
krytykami,
często
zaprzeczając
ich
twierdzeniom
i
przedstawiając
tym
samym
swoje
stanowisko.
Wszystko
tłumaczy
stopniowo
i
przejrzyście,
a
czytelnik
odnosi
wrażenie,
że
to,
co
mów
Profesor,
to
nie
puste
słowa
a
nabywana
przez
długi
czas
i
bardzo
logicznie
uporządkowana
wiedza.
Tolkien
w
swych
wywodach
jest
obiektywny
i
nie
szczędzi
także
krytyki
samemu
poematowi,
wskazując
jego
słabe
strony
i
po
części
też
go
krytykując.
Wskazuje
także
na
odniesienia
do
chrześcijaństwa,
zaś
dodatkowo
wymienia
dużo
staroangielskich
słów
i
zwrotów
oraz
ich
wpływ
na
poemat
i
współczesny
język
angielski.
O
tych
słowach
i
mowie
staroangielskiej
mówi
drugi
esej:
O
tłumaczeniu
Beowulfa.
Składa
się
z
kilku
części,
pierwszą
z
nich
jest
O
przekładzie
i
słowach.
Profesor
stwierdza
w
niej,
że
wiele
osób
ocenia
ten
poemat,
znając
go
tylko
z
opracowań
naukowych
oraz
wersji
prozatorskiej.
Tacy
ludzie
nie
sięgają
po
oryginał.
Tolkien
zachęca
do
nauki
staroangielskiego,
uważając
go
za
łatwy.
Treść
tej
części
stanowią
też
słowa
staroangielskie,
które
Autor
wyjaśnia,
opisuje
ich
wpływ
na
inne
języki
oraz
na
cały
poemat. Druga
część,
O
metryce,
prezentuje
nam
układ
sylab
w
wersach
oraz
o
ich
odmianach.
Autor
pokrótce
opowiada
o
aliteracji,
o
tych
układach
oraz
funkcjach
sylab
i
wersów
w
poemacie.
Dużą
zaletą
tego
eseju
od
strony
technicznej
jest
pomoc
naszego
tłumacza,
który
podobnie
jak
Tolkien
zna
język
staroangielski
i
wiedział,
co
Profesor
miał
na
myśli,
pisząc
konkretny
zwrot,
zdanie
lub
dając
przykład
jakiegoś
zjawiska
występującego
w
Beowulfie.
Z
drugiej
strony
Stiller
zachęca
do
sięgnięcia
po
jego
tłumaczenie
poematu,
opowiadając
nam
o
jego
jakości,
przejrzystości
itp.
Dla
niektórych
może
to
stanowić
reklamę,
ale
tym
sposobem
odsyła
nas
do
swej
pracy,
swych
poglądów
i
chce
pokazać
nam
konkretne
przykłady
w
tłumaczeniu
Beowulfa
(które
– czy
chcemy,
czy
nie
-
jest
jedynym
na
razie
wydanym
w
Polsce
przekładem
ze
staroangielskiego
i
w
pełnej
wersji,
ale
nie
o
tym
chcę
pisać).
Trzecim
esejem
jest
Pan
Gawen
i
Zielony
Rycerz.
Mogę
powiedzieć,
że
czytało
mi
się
bardzo
dobrze
ten
rozdział
książki,
a
sam
esej
uważam
za
jeden
z
lepszych
(oczywiście
zaraz
po
O
baśniach,
ale
o
tym
później).
Tolkien
opowiada
tu
bardzo
dokładnie
o
niedostępnym
już
niestety
w
Polsce
poemacie
o
tym
samym
tytule,
co
nazwa
eseju.
Przedstawia
nam
przebieg
wydarzeń
(dodatkowy
atut,
jeśli
nie
ma
się
w
domu
swojego
egzemplarza
poematu,
ani
nie
widziało
się
go
nawet
na
oczy)
oraz
sposób
ich
ukazania.
Profesor
skupia
się
na
problemach
zawartych
w utworze oraz poglądach autora poematu (który prawdopodobnie napisał także Beowulfa), który przemycił je do opowieści o Gawenie. Tolkien wyjaśnia nam zawartą tam symbolikę oraz elementy przewodnie. Całość czyta się naprawdę bardzo płynnie, przyjemnie i z ciekawością.
w utworze oraz poglądach autora poematu (który prawdopodobnie napisał także Beowulfa), który przemycił je do opowieści o Gawenie. Tolkien wyjaśnia nam zawartą tam symbolikę oraz elementy przewodnie. Całość czyta się naprawdę bardzo płynnie, przyjemnie i z ciekawością.
Wspomniany
już
wcześniej
przeze
mnie
O
baśniach
albo
Drzewo
i
liść
(tłumacz
postanowił
użyć
tu
obu
tytułów)
jest
czwartym
z
esejów
zawartych
w
książce.
Tolkien
opowiada
nam
o
korzeniach
baśni,
ich
historii
oraz
występowaniu.
Tłumaczy
nam
co
zasługuje
na
miano
tego
gatunku,
a
co
powinno
się
odrzucić
(ciekawostką
jest
to,
że
Alicja
w
Krainie
Czarów
to
nie
baśń,
ponieważ
stanowi
wizję
senną,
która
pojawia
się
także
i
w
świecie
rzeczywistym).
Wspomina
nam
o
mitologii,
kreowaniu
nowego
świata
przez
autorów
oraz
wszystkim,
co
z
nim
związane.
Wyjaśnia
czytelnikowi,
że
historie
o
gadających
zwierzętach
to
bajki
zwierzęce,
nie
będące
w rzeczywistości baśniami. Z wywodów Tolkiena można także wywnioskować, że jest on przeciwnikiem ,,cenzurowania”, czyli omijania przez rodziców elementów strasznych i uważanych za ,,niewłaściwe” dla dzieci (baśnie z tymi elementami to oczywiście te spisane przez braci Grimm, a w polskich przekładach przeformułowane i złagodzone tak, że nie oddają swego klimatu i uroku obecnego w oryginale niemieckim). Profesor wspomina także o tym, że baśnie nie są skierowane wyłącznie do dzieci, ale głównie dla dorosłych.
w rzeczywistości baśniami. Z wywodów Tolkiena można także wywnioskować, że jest on przeciwnikiem ,,cenzurowania”, czyli omijania przez rodziców elementów strasznych i uważanych za ,,niewłaściwe” dla dzieci (baśnie z tymi elementami to oczywiście te spisane przez braci Grimm, a w polskich przekładach przeformułowane i złagodzone tak, że nie oddają swego klimatu i uroku obecnego w oryginale niemieckim). Profesor wspomina także o tym, że baśnie nie są skierowane wyłącznie do dzieci, ale głównie dla dorosłych.
Ostatni
esej
pt.
Po
angielsku
i
po
walijsku
to
opowieść
Profesora
o
historii
obu
języków
wymienionych
w
tytule,
ich
drodze
oraz
walorach.
Wspomina
o
etymologii
słów
angielskich,
pochodzeniu
nazwisk
i
nazw
miejscowości.
Tłumacz
korzystając
z
okazji
wspomina,
że
nazwisko
Tolkiena
nie
pochodzi
z
języka
niemieckiego,
a
od
polskiej
wsi.
Autor
także
opowiada
także
ogólnie
o
języku
oraz
zapożyczaniu
imion.
Także
i
tu
wymienia
kilka
słów
z
różnych
języków,
dopasowując
je
akurat
do
pasujących
wywodów.
Wspomina
także
o
wpływie
języków,
które
mają
swój
ślad
w
imionach
i
nazwach
miejsc
w
jego
największym
dziele
-
Władcy
Pierścieni.
Cała
książka
to
ciekawa
pozycja
dla
wszystkich
fanów
Tolkiena,
ale
także
dla
osób
badających
dawną
literaturę,
etymologię
słów
angielskich,
historię
baśni
i
różnych
opowieści
.
Eseje
są
bardzo
zróżnicowane
i
każdy
znajdzie
dla
siebie
ten
najbardziej
interesujący.
Pomimo
tego,
że
nie
umieszczono
pozostałych
dwóch
prac
Profesora,
mamy
tu
sporo
materiału
spisanego
przez
naszego
ukochanego
Autora.
Ciekawym
zajęciem
jest
zagłębianie
się
w
myśl
Profesora
i
zapoznanie
się
z
jego
opinią
na
wiele
tematów.
Przez
eseje
przemawia
z
wrodzoną
mądrością,
talentem
gawędziarza
oraz
umiejętnościami
podtrzymywania
uwagi
czytelnika.
Mówi
niezwykle
przejrzyście,
używając
wielu
barwnych
przykładów.
Jego
styl
wypowiedzi
przypomina
wywody
drugiego
ważnego
Inklinga
– C.S.
Lewisa
(bliskiego
przyjaciela
Tolkiena).
Mądrość
płynąca
z
książki
zadziwia,
a
eseje
są
dla
nas
formą
rozrywki
i
wiedzy.
To
właśnie
ich
różnorodność
wpływa
na
jakość
książki,
poznajemy
zdanie
J.R.R.
Tolkiena
na
różne
tematy.
Gorąco
polecam
zapoznanie
się
z
tą
książką
tym,
którzy
rozpoczynają
swą
przygodę
z twórczością Tolkiena, a tym, którzy już znają tę pozycję, myślę, że odświeżyłem trochę pamięć i zabrałem w podróż do dawnych wrażeń, jakich dostarczyła pierwsza lektura Potworów i krytyków. Wykonano kawał dobrej roboty wznawiając tę książkę, a ja mam nadzieję, że nie odebrałem jej tych cennych walorów, pisząc swą recenzję.
z twórczością Tolkiena, a tym, którzy już znają tę pozycję, myślę, że odświeżyłem trochę pamięć i zabrałem w podróż do dawnych wrażeń, jakich dostarczyła pierwsza lektura Potworów i krytyków. Wykonano kawał dobrej roboty wznawiając tę książkę, a ja mam nadzieję, że nie odebrałem jej tych cennych walorów, pisząc swą recenzję.
-------------------------
Okładka z:
http://ksiazki.wp.pl/bid,16918,tytul,Potwory-i-krytycy,ksiazka.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Labels
Literatura religijna
(54)
literatura niebeletrystyczna
(48)
Literatura polska
(45)
Literatura brytyjska
(40)
C.S.Lewis
(14)
różne
(14)
Edukacja
(13)
Literatura amerykańska
(12)
literatura niemiecka
(12)
literatura francuska
(10)
J.R.R.Tolkien
(8)
Literatura włoska
(7)
Literatura rosyjska
(6)
F.Dostojewski
(5)
Poezja
(5)
Sz. Hołownia
(5)
życzenia
(5)
G.Greene
(4)
Jan Twardowski
(4)
Konkursy
(4)
A.Christie
(3)
J.Bergoglio
(3)
Jan Paweł II
(3)
R. Kapuściński
(3)
literatura argentyńska
(3)
papież Franciszek
(3)
Akcje
(2)
G.K. Chesterton
(2)
Literatura islandzka
(2)
M.R. Starr
(2)
S.Żeromski
(2)
Stosiki książkowe
(2)
W.Szymborska
(2)
Z. Nałkowska
(2)
literatura skandynawska
(2)
A. Flegg
(1)
A.Camus
(1)
A.Grün
(1)
A.Seweryn
(1)
A.Szyszkowska-Butryn
(1)
Anton Rotzetter
(1)
B.Ciecierska-Zajdel
(1)
B.Rzepka
(1)
C.Duriez
(1)
C.Miriano
(1)
C.Randall
(1)
Ch. Voegel-Turenne
(1)
Ch.Tolkien
(1)
David C. Downing
(1)
E.Mańko
(1)
E.Orzeszkowa
(1)
E.Schmitt
(1)
E.Stachura
(1)
F.D.Maria
(1)
F.Hadjadj
(1)
F.Kafka
(1)
G. Orwell
(1)
Grzegorz Sokołowski
(1)
H.Carpenter
(1)
H.Hesse
(1)
J. Bergh
(1)
J.B. Smith
(1)
J.Badeni
(1)
J.Conrad
(1)
J.Fesch
(1)
J.K. Stefansson
(1)
J.Maas
(1)
J.P.P. Gallagher
(1)
J.Spillmann
(1)
J.Stranz
(1)
J.Witko
(1)
Josef Dirnbeck
(1)
K.Minge
(1)
K.Paterson
(1)
K.Sobczyk
(1)
Katyń
(1)
Kominek
(1)
L.Dorobczyński
(1)
L.Fanzaga
(1)
L.Kołakowski
(1)
L.Staff
(1)
M.Batterson
(1)
M.Behrer
(1)
M.Clayton
(1)
M.Gogol
(1)
M.Grzebałkowska
(1)
M.Konik-Korn
(1)
M.Legan
(1)
M.Majdan
(1)
M.P. Kozlowsky
(1)
M.Prokop
(1)
M.Stanzione
(1)
Muzyka
(1)
N. Minge
(1)
O.Pötzsch
(1)
Ochrona środowiska
(1)
P. Mathieu
(1)
P.Coelho
(1)
P.Krzyżewski i J.Zjawin
(1)
P.Thompson
(1)
Paul L. Maier
(1)
Piotr Gąsior
(1)
R.Bonneau
(1)
R.Kusy
(1)
Renata Chołuj
(1)
S. Sturluson
(1)
S.Clément
(1)
S.I. Witkiewicz
(1)
S.Mostue
(1)
S.Wyspiański
(1)
Smoleńsk
(1)
T. Tomczyk
(1)
T.J.Craughwell
(1)
T.Müller
(1)
T.Virgo
(1)
Teatr(u) (po)Świata
(1)
U.Orlev
(1)
V.Hribernig-Korber
(1)
W.Golding
(1)
W.Gombrowicz
(1)
W.Nigg
(1)
W.Sikes
(1)
W.Strehlow
(1)
Wielkanoc
(1)
Wywiad
(1)
X i XI Muza - czyli co piszczy w filmie
(1)
Z.Herbert
(1)
Z.Kaliszuk
(1)
dramat
(1)
literatura irlandzka
(1)
literatura izraelska
(1)
zapowiedzi
(1)
święta
(1)

